Miałam dziś tu naskrobać wielkie przemyślenia, wyjaśnić dlaczego w dzisiejszym świecie jestem misiem o małym rozumku i po prostu głupiutkim lemonem, ale złożyło się tak niecnie, że pół weekendu przeleżałam pod jabłonką ze stópkami zanurzonymi w stokrotkach, a drugie pół degustując co smaczniejsze potrawy mojego Pana Ojca, Tatuna ukochanego. Teraz jestem jak foka nad brzegiem morza. Okrągła, nażarta i jedyne co zaprząta moją głowę to to, jakby tu, bez zmącenia umoszczenia, wykonać skomplikowany skręt ciała na drugi bok. Ot, problemy ludzi pierwszego świata.
Ale wpis będzie, o to się nie martwcie, jednakże dziś dajmy sobie na luz z mądrościami. Wystawiajmy pyszczki do słońca, zajadajmy się lodami a w głowach niech nam szumi wiatr i grają zielone liście.
W zamian za to, słów kilka wyklikam o szmatkach bo #jestęfoką i tylko na tyle mnie teraz stać. Sukienkę darzę ogromnym sentymentem nie tylko dlatego, że woźna w mojej podstawówce miała bardzo podobną, ale głównie z tego powodu, iż azaliż została zakupiona w gdańskim vintage shopie podczas pamiętnego, niespodziankowego wyjazdu. I tak, wiem, że na dwóch zdjęciach mój 'majestatyczny' biust nie wytrzymał i chciał wydostać się na podbój świata. Jednakże po stwierdzeniu: 'pff, co mi tam, nic wielkiego się nie dzieje, jakby nigdy nikomu cycki z kiecki uciec nie chciały, a do tego w miarę wyjściowo na tych fotografiach wyglądam', co się będę - wrzucę, pokażę. Poza tym wybrykiem sukienka jest wspaniała no bo w kratkę, z koronkowymi wykończeniami i guzikami w kształcie serca. Sami rozumiecie, nie mogłam jej sobie odpuścić.
zdjęcia - Paweł
________________________♥_________________________
sukienka - gdański vintage shop; sandały, opaska - Oysho; teczka - preznecioch od Zuzki






