niedziela, 17 maja 2015

Some Want To Kiss Some Want To Kick You


Najfajniejsze co może być w niedzielne, późne popołudnie, to padnięcie pozytywnie zmęczonym na kanapę i wywalenie bolących od spaceru nóg na stół. To świadomość spędzonych ostatnich kilku wolnych dni w sposób totalnie fantastyczny z totalnie fantastycznymi ludźmi. 
Było więc kino (nowi Avengersi omomom, nie rozumiem czemu niektórym się nie podoba) były rowery, było pyszne jedzenie i co najważniejsze były spotkania i odwiedziny. Nie byle jakie, tylko te na które czeka się dosłownie cały rok. Jak na gwiazdkę. Jak na urodziny.

Nie mogłyśmy się zatem z towarzyszką Maoam nagadać, naśmiać i napatrzeć na siebie. Do tego nastąpiła kumulacja miłości ponieważ nie tylko Ona postanowiła wpaść w ten weekend do Krakowa. Mam zatem trochę zdrętwiałe pucki od śmiechu i obolałą jadaczkę od moich typowych słowotoków (a nie daj zielony borze, że się czymś zachwycę...wyrzucam z siebie słowa jak z maszynowego karabinu). Wszystko to skończyło się ritałkowym spacerem i lemoniadą. Wprost p r z e p y s z n i e.

I ten cały błogostan, który ogarnął nas dziś podczas posiadówy w Forum. Ta nieśpieszność, sączące się powoli minuty i może lekkie niedospanie (kilka godzin snu to już stanowczo dla mnie za mało), sprawiły, że w głowie zaczęła kroić mi się myśl, że jest naprawdę nieźle. Że całkiem fajne to nasze życie jest, że w zasadzie niewiele więcej nam w nim trzeba. Prostota, szczęście, miłość. I cztery rude łapy.



zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

koszula, buty - lumpeks; jeansy - House; kurtka - Pull&Bear; torebka - Paulina Schaedel










niedziela, 10 maja 2015

Help, I’m Alive, My Heart Keeps Beating Like A Hammer


Ponieważ właśnie wróciłam do domu z weselnego weekendu, spędzonego na tańcach, hulankach i swawolach z drinkiem o smaku bitej śmietany w ręce, wpis ten będzie szybki jak błyskawica. Szybki jak szalony lemon wywijający dupką na parkiecie. Szybki jak mijający dobry czas.

Generalnie, na ten moment, moim największym marzeniem jest wypełniona bąbelkami (nie, nie tymi szampańskimi....chociaż?) po sam brzeg wanna i błogie odpłynięcie do krainy snu (to już może nie w wannie...chociaż?). Zaopatrzyłam się zatem w tonę słodyczy (czymś trzeba z powrotem uzupełnić utraconą energię) i najlepszy w tym wypadku napój, czyli Coca colę. Mam też do niej cytrynkę. I lód. 

Och uwierzcie mi, to będzie wieczór rozpusty.

Póki co jednak chciałam Wam tu trochę poskakać w nowej, lumpeksowej koszuli i ulubionej od dłuższego czasu spódnicy. Do tego rzymianki oraz stara jak świat torebka. Można lecieć w miasto.



zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

koszula - lumpeks; spódnica - Pull&Bear; rzymianki - Mango; torebka - Parfois













niedziela, 3 maja 2015

I Don't Wanna Bend Like The Bad Girls Bend. I Just Wanna Be Your Friend.


Majówka zleciała mi bardzo szybko. Tak to bywa gdy choć jej ułamek spędza się w swoim ulubionym towarzystwie. Tym bardziej, że z jedną połowa tego towarzystwa ostatnio przychodzi nam się spotykać dosyć rzadko. Dlatego, gdy w końcu się to uda cieszy mnie to niezmiernie. Siedziałam zatem i oprócz whisky sączyłam atmosferę. W głowie łapałam wszystkie uśmiechy, zapamiętywałam historie, bo kto wie kiedy znowu w całej zgrai przyjdzie nam się napić. Oby jak najprędzej, oby nie znowu za kilka miesięcy. 

Stan mej błogości dopełniał również fakt praktycznie całkowitego odcięcia od internetowego świata, gdyż ponieważ w ferworze pakowania i organizowania zostawiłam w domu komórkę. Po pierwszej super panice, zawale serca, pomstowaniu na czym ten świat stoi, mądre google i android pokazały mi, że pan telefon ma się świetnie i grzecznie leży sobie na półeczce (tzn. to, że leży na półeczce dowiedziałam się jak już przekroczyłam próg naszych czterech kątów, czyli jakieś pół gadziny temu). Smart lemon nie jest taki smart jak smartfon i ma nauczkę by na przyszłość jednak trochę lepiej ogarniać to co się wokół niego dzieje. W każdym razie, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i tak zrobił się miły odwyk, który charakteryzował się spacerami i lodami jogurtowymi. Mniom.

Teraz jednak czas wrócić do rzeczywistości bo już w wannie czekają na mnie do posadzenia cud, miód roślinki sprezentowane mi w czwartek przez najlepszych Współpracowników świata, w tym wielki krzak truskawek, bo wiecie, zwykły koszyczek to za mało by zaspokoić mój owoco - apetyt. 



zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

kurtka - Pull&Bear; koszula - Mango; spodnie - H&M; buty - Parfois; torba - Paulina Schaedel