czwartek, 10 lipca 2014

But When I See You - Everyone Else Just Fades Away...And When I’m Near You - You Fill My Hollow Heart Again


Przyjechały do mnie trzy gwiazdy. Powaliły blaskiem, urodą i długością nóg. Nasze małe cztery kąty zamieniły w salon kosmetyczny, showroom i wybieg z paryskiego tygodnia mody. Zazdrością i jadem plułyśmy sobie w twarze bo jak można mieć tak zgrabną talię, oczy takie ogromne i pośladki tak jędrne. O mały włos nie doszło do rękoczynów, bo przecież nie możesz w tym wyjść i wyglądać lepiej od reszty.

Brokat, staniki i tusz do rzęs.
Whisky i lamy.

Tak bardzo babski weekend. I nawet ja czułam się mniej ziemniakowato, kiedy to oczy i pucki zostały maźnięte kolorowymi precjozami czyniąc moją twarz trochę bardziej wyjściową.

I gdy rano, nieprzytomna zagryzałam kanapkę, która po średnio przespanej nocy smakowała tak wybornie, wsłuchiwałam się w szczebiot rajskiego ptactwa prowadzącego burzliwe dyskusje na mojej kanapie...obserwowałam i uśmiechałam się w środku bo mimo, że każda jest tak bardzo różna, charakteryzująca się zupełnie czymś innym i do tego pochodzi z różnych części Polski (i Świata) to jednak siedzimy tu razem, zmęczone po szalonym, pełnym wrażeń weekendzie, szczęśliwe i niechcące się jeszcze rozstawać.

What happens in Kraków, stays in Kraków. Miłość laski!


zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

sweter - Zara; sukienka - H&M; buty - Stradivarius; plecak - Not A Virgin Shop


#prawiejaksekswwielkimmiescie

KiziakVenFerreira, Daria, Tattwa i wielka nieobecna na zdjęciu, ale za to niezwykle cierpliwa Asia










wtorek, 10 czerwca 2014

I Remember Good Old Times, The Starships In Your Eyes, Now We're Just Getting Drunk And Die


Chyba zbędne będzie kolejne kajanie się nad brakiem wpisów, ale cóż ja mogę począć kiedy życie rodzinne i 'pracowe' pochłania mnie od kilku miesięcy w prawie 90%. Myślę o Was jednak cały czas czule i nawet robię co chwilę zdjęcia, jednak jak się potem okazuje Mikropieseł wychodzi na nich lepiej niż ja i kradnie cały blogowy performens.

Jak żyć z takim ciężarem blogspocie, jak żyć?

Jednakże od dziś celebruję swój prawie miesięczny urlop, upijam się truskawkowym koktajlem z lodami śmietankowymi, robię trzecie pranie i myślę co mam wpakować w walizkę na moją niedługa podróż. Do tego wiszę na stronie Ikei, Obi i innych Castoram bo zaraz po powrocie z dalekiej północy (tak, w tym roku Gdańsk nawiedzimy kilka miesięcy później. Za kilka dni będę Queen in the North. A dokładniej panią Oslo. Iha!) zaczynamy mały remont, którego wprost nie mogę doczekać! Poza tym zostałam też kilka miesięcy temu 'Mają w ogrodzie', a dokładniej na balkonie, który to zazielenił mi się totalnie, a ja z dumą spoglądam na moje 7 (słownie: SIEDEM) pomidorów powoli dojrzewających w słońcu. Dookoła pachnie mi różami, a za chwilę zakwitnie oleander. Nigdy nie sądziłam, że zabawy z roślinnością pochłoną mnie na tyle, że zaraz po wypłacie zamiast do galerii będę jeździć do sklepu po nowe iglaki i nasiona ziół. Własny ogród, choćby najmniejszy, cieszy przeogromnie. Tym bardziej, kiedy bladym świtem można pośród tej zieleni napić się herbaty i spoglądać jak Bąbel wygrzewa się na słońcu. Mówię Wam - szczęście pierdyliard.

Poza tym mam Wam tyle do opowiedzenia, że gdyby nie to, że się trochę powstrzymuje, ten wpis skończyłby jako nie najwyższej klasy elaborat - a tego przecież nie chcemy. Dawkujmy wszystko po trochu, niech tajemniczość obleje cytrynowy świat;)

A co do szmatek...Na zdjęciach pocinam sobie w narzutce, którą Zara określiła jako sweter, a koło swetra ona nawet nie leżała. Jest jednak piękna i idealna na lato, a na wspomniany sklep nie powiem dziś złego słowa bo kilka dni temu moją reklamację rozpatrzył w ciągu pół godziny, a w ciągu dnia nowe buty dotarły do moich łap. Czyli jednak konsument może być zadowolony (szok i niedowierzanie). Oprócz tego mam fajne pasiaste body i spodnie (niepasiaste). Wielkiej filozofii w tym nie ma, ale ostatnio w taki lekki sposób bardzo lubię się nosić (co nie oznacza absolutnie tego, że sukienki poszły w szafy ciemny kąt. Och co to to nie).



zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

narzutka - Zara; body , torebka - H&M; spodnie - Pull&Bear; zegarek - Danish Design via. Classic Watch; buty - Asos 








wtorek, 6 maja 2014

Old Blossom And A Newborn Flow Sings In My Head, What A Lovely Tune


Znowu mnie chwilę nie było, ale obowiązki rodzicielskie (i towarzyskie) pochłonęły mnie bez reszty. Musicie mnie odrobinę zrozumieć oraz wybaczyć zastoje - postoje, bo jednak wychowywanie małego łobuza wchodzącego w okres młodzieńczego buntu wcale takie proste nie jest. Ciągłe tłumaczenia, że podgryzanie absolutnie nie jest najlepszą formą zabawy, że nowy mamowy sweter nie jest idealnym legowiskiem, a tyle co uprane koronkowe majtki nie zastępują w łazience misia bywa iście czasochłonne. Wszystko to jest jednak oblane lukrem czekoladowym (o ile takowy w ogóle istnieje) bo wystarczy tylko chwile później spojrzeć na skarconą mordkę z oklapniętym uchem by mózg zamienił się w wypływający uszami budyń, a ja sama zaczęła psa nazywać: 'kosmatą pietruszką', 'puchatą wydmuszką', 'misiem magicznym - kosmicznym' (możecie sobie teraz wyobrazić minę Pawła po usłyszeniu takiej wiązanki (czasami boję się, że odda mnie do Kobierzyna...)).
W każdym razie dni upływają mi na spacerach, socjalizacji z osiedlową psią ferajną (pierwsze spotkanie Bąbla z dogiem angielskim - bezcenne) i wdychaniu wiosennego powietrza. Nawet nie sądziłam, że zachody słońca tak malowniczo prezentują się nad moją osiedlową łąką, a praktycznie codziennie podziwianie ukochanego przeze mnie waniliowego nieba sprawia, że moje 'rzyganie tęczą' wzniosło się na zupełnie nowy poziom. 

Cały ten mój cukierkowy nastrój wzmocniony jest jeszcze ilością odwiedzających mnie pannic (rok dwa tysiące czternaście - rokiem odwiedzin). Wpierw krakowskie progi przekroczyła Ven (wciąż uważam, że wypiłyśmy stanowczo za mało wina), kilka tygodni później nawiedziła mnie moja sołlmejt i bezgraniczna miłość, czyli Frecioch - skarpecioch (ach, czemu już nie prowadzisz bloga), a w tyle co zakończoną majówkę, po prawie czterech latach w końcu spotkałam się z kruszyną Bloo (i ciągle czuję niedosyt!). A to jeszcze nie koniec! Rok się jeszcze nie skończył! Zapowiedzi odwiedzin napływają ze wszystkich stron, a ja wprost umieram z podekscytowania.
Widzicie więc, że dwoję się i troję. Na rowerze Bąbel siedzi w koszyku i macha łapą za każdym razem kiedy Paweł nas na swojej strzale wyprzedza - 'Nie obijaj się matka, nakurwiaj pedałem!'. 



zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

sukienka, torebka - H&M; baleriny - sh