sobota, 23 lipca 2011

Goście, Goście

Dziś rzecz będzie o tym, jak to Warszawa zjechała do Krakowa. Ostatnio pisałam o mej wielkiej radości związanej między innymi z tym, że kochana Zuza do mnie przybywa. W poniedziałek, zupełnie spontanicznie (choć nie do końca, bo umawiałyśmy się chyba już od miesiąca i co chwilę tworzyły się jakieś komplikacje. Pominę fakt, że Zuzolińska była przekonana, że jedzie do mnie na Coke Life Festival, który odbędzie się mniej więcej za miesiąc - tym niech się sama chwali) zapadła decyzja o przyjeździe. Na następny dzień, hops na dworzec odnaleźć gościa...i się zaczęło. Po prostu jakbyśmy się znały co najmniej kilka lat. Gadaniu nie było końca, a sąsiedzi nasze rechotanie musieli znosić do późnych godzin nocnych.

Środa upłynęła na bieganiu po Kaziemierzu. Zaliczony targ staroci, który niestety zastałyśmy prawie opuszczony. Panów przegoniła ogromna ulewa, ale i tak było na co popatrzeć. Uliczki pełne vintage shopów kusiły swoimi skarbami - nie można się było im oprzeć. Odwiedziłyśmy sklepik z bibelotami w którym ja, kilka tygodni wcześniej odkryłam wielką, piękną psinę wylegującą się pod ladą. Ciapek należy (chyba) do właścicielki sklepu i zazwyczaj można go tam spotkać, zajmującego sporą część podłogi.
Zrobiłyśmy również przemarsz przez galerię, gdzie chciałam kupić swój wychodzony sweter (zobaczyłam go jakoś na początku marca, jednak cena 169 zł skutecznie mnie odstraszyła. Przeceniony został na złociszy 59. Ihaaa!), na który udało mi się jeszcze namówić Zuzę. Mamy zatem takie same, o.

Nie mogłam oczywiście nie pokazać moich ulubionych miejsc gdzie można się pysznie 'sposiłkować'. Za wiele tego nie było - ileż można się objadać w przeciągu dwóch dni, ale ukochaną naleśnikarnię czy Cupcake Corner odwiedziłyśmy. Na zapiekanki na krakowskim Kazimierza czy kiełbaski z Niebieskiej Nyski Zuza załapie się następnym razem. W końcu Coke za miesiąc, może się Jej tym razem daty nie pomylą. Ja już tęsknie i czekam i wyglądam pociągu (i kluczy do mieszkania, które razem z Nią pojechały do stolicy).


Proszę, jak można się cieszyć z nowego swetra...

i jak zadowolonym można być po głaskaniu, myzianiu i przytulaniu.

Taki mały street fashion. Klapki Kubota nigdy nie wyjdą z mody, są ponadczasowe.

Oraz, należy zapamiętać: 'Lemonka głodna - Lemonka zła'. 

Kraków - miastem rowerów!

Wszystkiemu z ciekawością i niezwykłym zainteresowaniem przyglądał się piękny kocur.

Zdjęcia pochodzą tylko z dnia numer jeden. Na resztę czekam i jak tylko do mnie przylecą na pewno pokażę. 


















7 komentarzy:

  1. Bardzo, bardzo fajnie dziewczyny spędziłyście czas :-) I świetne zdjęcia, szczególnie kota!
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo fajne zdjęcia, uwielbiam takie rowery:P

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne zdjęcia, a to pierwsze ahhh! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. widze ze podroz udana!!!
    nalesniki!!! uwielbiam nalesniki z serem i zawsze je jadam na wyjazdach!!! :D
    i ten pies.. normalnie sie zakochalam;o
    i stroj bardzo ciekawy, polaczenie kotowej sukienki z tym kolnierzykiem.. ciekawe ciekawe:D

    OdpowiedzUsuń