Do Bożego Narodzenia pozostał raptem tydzień a ja jestem w proszku. Liczba kupionych prezentów: 1 (słownie: JEDEN), atmosfera świąteczna gdzieś tam może jest, ale nie koło mnie (choć już nie mogę się doczekać przyjazdu do mojego Olklandu i zobaczenia wszystkich najukochańszych mordek), cztery kąty też jeszcze w żaden sposób nie są choinkowo przyozdobione...ale to się wszystko zmieni tuż po nadejściu nowego, przedgwiazdkowego tygodnia. O, jedyna namiastka całej tej grudniowej atmosfery to śnieg, który dziś z samego rana spadł na łeb mój gdy to biegłam w piżamie do sklepu (by nie było niedomówień, płaszcz też miałam na sobie. I kaptur, żeby nie straszyć niczego niespodziewających się sąsiadów).
Z nowości, (ha! tu Was zaskoczę bo nie mam na myśli ciuchów) w domu pojawiło się piękne, nowe, rowerowe cacko. Smutek ogromny bo niestety nie moje. Gorzej, jestem o te przepiękne dwa kółka tak okropnie zazdrosna, że aż samej mi głupio (a dupa tam, wcale mi nie głupio, wręcz przeciwnie - mam mord w oczach kiedy Paweł z wyższością patrzy to na swoją nową szosówkę to na mojego emerytowanego Jantara. Zgiń Niedobraku). Jednakże mój podły nastrój niedługo przeminie bo już wiem, że za niecałe dwa miesiące (odpukać w niemalowane) w pokoju pojawi się czwarty, niestandardowy mieszkaniec. Piękny, upatrzony już od kilku tygodni Cruiser. Zobaczymy kto wtedy na kwadracie będzie rządził (tu w tle słychać diaboliczny śmiech).
Ale, ale, wszak to blog głównie o szmatkach jest i trochę o nich powiedzieć trzeba. Więc...w tym poście nie znajdziecie nic ciekawego i zachwycającego. Praktycznie wszystko było. O, oprócz torebki, z którą w sumie wiąże się ciekawa historia (i jeden z powodów mojej ostatniodniowej frustracji).
Otóż.
Mini teczuchę znalazłam u koleżanki
Ewy i tak mi się spodobała, że pisałam do niej, błagałam by mi owe cacko odsprzedała (byłam wtedy przekonana, że torebka to jakieś lumpkowe znalezisko). Oczywiście uzyskałam odpowiedź odmowną (co mnie wcale nie dziwi) oraz informację, że została ona nabyta na allegro za dość sporą cenę. Lepiej, otrzymałam link do aukcji z tą błyskotką. Moim oczom ukazała się niebagatelna kwota 250 zł + koszt przesyłki. Przełknęłam i już miałam sobie dać spokój, gdy w tytule aukcji padło hasło 'Asos'. Z prędkością światła wparowałam na na ich stronę i nie mogłam uwierzyć. W przeliczeniu na nasze polskie złote zapłaciłam za nią niecałe 90 zł. Ja rozumiem, że zarobić trzeba, ale bez przesady. O tym co teraz się wyprawia na allegro z ciuchami z kolekcji Dragon Tattoo nie wspomnę, bo żadne obelżywe słowa nie oddadzą tego co mam na myśli.
spódnica, golf - zara; sweter - HaM; rajty, mini teczucha - Asos; skarpeciochy - Szpiegulowe Dary; pasek - vintage; szalik - Reserved; Huntery - KaloszeNoszęPl
Omal bym zapomniała. W tym tygodniu spłynął na mnie zaszczyt i w doborowym towarzystwie (joł
Bloo!) znalazłam się w odcinku
Mody Polskiej. Jeśli komuś się spodobało moje uwarstwienie - może zagłosować. Jeśli tak zrobi - z góry ślę całusa słodziakowego:)