niedziela, 6 kwietnia 2014

I’m A Hot Air Balloon That Could Go To Space


Dzisiejszy post miał mieć zupełnie inny wydźwięk. Tydzień go sobie układałam w głowie, tworzyłam kolejne zdania oraz obmyślałam jak to dam upust swym emocjom (niekoniecznie dobrym) i wyleję swoje gorzkie żale na temat, myślę, dotyczący każdego z nas. Jednakże wstałam dziś rano, w piżamie wypełzłam z Mikropiesełem ze swojej pieczary i nagle, bez pardonu, do mych nozdrzy wdarł się zapach wilgotnej po nocnym deszczu trawy. Rześkość powietrza, ciepło, zapach ziemi i kwiatów zamienił mnie nagle z posępnego zombie w zwiewną rusałkę, która miała niezwykłą ochotę o tej szóstej rano skakać ze swoim czworonożnym towarzyszem po okraszonej rosą zieleni. Mało tego, poranek spędziłam w zacnym gronie na przepysznym śniadaniowym panini i w promieniach słońca grzałam swój blady pysk podczas spaceru.

Cytując klasyka: 'Endorfinki bulgotały w głowie'. Miłość, radość, błogość.

Żeby tego było mało, tworząc ten wpis obserwuję sobie zachód słońca przez otwarty na całą szerokość balkon, w ustach czuję smak wypitego kilka chwil temu truskawkowego koktajlu, a mały smyk chrapie mi na kolanach. W planach mam jeszcze dziś posadzenie pachnącego groszku, bazylii i innych aromatycznych ziół.

Więc niech mi ktoś powie, jak ja mam być w tym momencie zgryźliwa i poważna, kiedy wszystko wokół sprawia, że mentalnie cofam się 15 lat, a jedyne co w tym momencie mogę zrobić to szczerzyć się nieskończenie do siebie i waniliowego nieba?



zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

kurtka; jeansy - Pull&Bear; bluza, koszula - Only, sneakersy - New Balance; czapka - Asia mi zrobiła; zegarek - Danish Design via. Classic Watch



19 komentarzy:

  1. Zdecydowanie - nie ma co sobie psuć nastroju, wspominając to, co nienajlepsze. Lepiej cieszyć się słoneczkiem, ciepełkiem i wysokim poziomem endorfin! Ale skoro temat był taki uniwersalny, to może jednak go zapamiętaj, coby kiedyś, w gorszym dniu nam o nim opowiedzieć? Albo nie, wyrzuć z głowy. Będą same dobre dni. (:

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialnie wyglądałaś! I fajny Mikropieseł! W ogóle to widok Ciebie w spodniach jest taki nie codzienny, ale naprawdę fajny zestaw!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to dobrze, że niekiedy te złe emocje potrafią w mig zamienić się w coś dobrego. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. jaki on cudny! widac WIELKA MILOSC! :) calusy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dawno już nie przeczytałam takiej ładnej etiudy o tym, że wiosną wszystko jest inaczej i bardziej się człowiekowi chce wszystko :)
    Jakoś mnie się tez ostatnio więcej chce na plus niż na minus jak widzę kwitnące czereśsnie pod oknami balkonowymi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bogu dzięki, ze wróciłaś. PRZEPRASZAM ZA CAP LOCKA, ALE CHCĘ WYRAZIĆ OGROM MOICH SŁÓW. WESZLAM TU PIERWSZY RAZ JAKIEŚ 3 MIESIACE TEMU, ZOBACZYLAM FAJNE KLIMATYCZNE ZDJĘCIA, Z CIEKAWOŚCI COFNĘŁAM SIĘ DO POPRZEDNICH POSTOW I MUSZE PRZYZNAĆ, ZE JESTEM NA TAK. WIDAĆ, ŻE JESTEŚ DOKŁADNIE TAKA, JAK NA BLOGU, NIKOGO NIE UDAJESZ. JESTEŚ, HMMM TROSZKĘ Z INNEJ BAJKI, ALE W POZYTYWNYM ZNACZNIU TEGO SLOWA. A TO SIĘ CENI W NATŁOKU KLONÓW NOSZĄCYCH OBOWIĄZKOWO TO, CO DYKTUJE ŚWIAT MODY. BĘDĘ TUTAJ CZĘSCIEJ ZAGLĄDALA JEŚLI , PANNO LEMONIADO, NADAL BĘDZIESZ PUBLIKOWALA.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna stylizacja choć piesek zdecydowanie Ciebie przyćmił :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie dalej jak tydzień temu, zobaczyłam dwa psy, siedzące na chodniku i obserwujące zachód słońca - miały wszelkie doktryny filozoficzne w oczach plus Trójcę Świętą. Poczułam się głupia, usiadłam więc obok i też zaczęłam się wpatrywać w ten zachód. Od dziś jestem tą, która WIE. Ty też jesteś tą, która WIE...wie jak mnie tu przyciągnąć :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Całkiem fajny ten mikropieseł (ma taką uroczą mordeczkę), chociaż ja akurat jestem zdecydowaną fanką psów w skali makro. Nawiasem, muszę sobie kupić taki trendy pojemniczek na woreczki, bo mam jak na razie mam porozrzucane luźne rolki worków dosłownie wszędzie: w każdym okryciu wierzchnim, w połowie spodni...

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak to z pozoru małe rzeczy potrafią uszczęśliwić człowieka. A "mikropieseł" cudny ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. A mi się wydaje, że to Mikropieseł tak na Ciebie terapeutycznie działa. Co prawda nie mogę odmówić znaczącej roli pogodzie, bo ja dziś po deszczu też na chwilę pokochałam cały świat. Plus nie da się nie mieć poprawionego humoru kiedy widzi się jeża biegającego z rolką na głowie. Najpierw zaciesz, a później ratowanie zwierza z papierowej opresji. Zobaczysz jak przyjedziesz ;)

    PS. Ta czapa jest wybitnie zacna.

    OdpowiedzUsuń
  12. Och, ja także chciałabym się już cieszyć wiosną razem ze wszystkimi, ale póki co jestem jednym wielkim zarazkiem... ;/ Pomimo tego niesamowity z Ciebie poprawiacz nastroju! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ale fajny blog;-)

    Podoba mi się bluza i portaski. I plecak, oj tak, plecak.

    OdpowiedzUsuń
  14. Aaa, przetarte dżinsy! Trzymam takie w starym domu jako rodzaj pamiątki. Żadne tam przecierane fabrycznie, prawdziwe, dostałam używane po kims i osobiście mi się przetarły z nadmiaru noszenia. Teraz takich nie robią ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak dla mnie idealny outfit. Taki w moim stylu :) piesio jest słodki <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Jaki miły, klimatyczny blog :)
    P.S. Uwielbiam NB :)

    OdpowiedzUsuń
  17. jakiej rasy masz tego słodziaka ??????????:)))))

    OdpowiedzUsuń