Co czyni Was szczęśliwymi?
Zastanawialiście się nad tym? Nie mówię tu o rzeczach wielkich, takich które niekoniecznie dotyczą każdego z nas (nie wszyscy wygrywamy miliony na loterii, nie zostajemy nagle odkryci przez headhuntera jako przyszłość modelingu podczas porannego kupowania bułek czy nie wygrywamy 'Szansy na Sukces' śpiewając pod prysznicem), ale tych najbardziej przyziemnych, dzięki którym nasz dzień staje się wyjątkowy.
Bo dla mnie taki wbrew pozorom nic nie znaczący moment, kiedy kładziemy się do łóżka, kiedy zapalam nocne, migoczące lampki, wyciągamy książki/tablety/komputer z serialem jest najważniejszą chwilą dnia. Spokojnie oddycham. Wymieniamy porozumiewawcze uśmiechy i zapominamy odliczać minuty. Gdy w zlewie nie zalegają już brudne naczynia, cały blok ułożył się do snu, a my nad kubkiem kakao dopiero zaczynamy prowadzić poważne, nocne rozmowy o wszystkim i o niczym dzieje się magia, raz na jakiś czas przerywana tłumionym chichotaniem. Magia dostrzegana w rzeczach małych, widocznych nie dla wszystkich. Moje czary, sprawiające, że w tym momencie niewiele jest w stanie zmącić moją radość.
Dokładnie tak samo jak wtedy, gdy pod koniec dopieszczania zdjęć wiem, że pobudka o szóstej rano w niedzielę nie poszła na marne. Kiedy skradanie się do flisackich łódek i wypełniony wodą kalosz* stają się wspomnieniami wywołującymi zamiast dreszczy uśmiech na twarzy, a obraz spowitych w mgle gór ciągle wprawia w nieskończony zachwyt. To wszystko to tak niewiele, a sprawia, że każdy nowy dzień witam jak starego kumpla z którym mam ogromną ochotę wyskoczyć na piwo.
zdjęcia - Paweł
________________________♥_________________________
sukienka, sweter - Pull&Bear; szalik - H&M; zakolanówki - Gatta; kalosze - Hunter
*Don't ask. Przecież każdemu zdarza się wpaść po sam tyłek do liczącego kilka stopni powyżej zera Dunajca.


