Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rajstopy HM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rajstopy HM. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 października 2012

Bang! Bang! Bang! Give Me Heart Attack

Mam ja Ci pod blokiem plac zabaw. Nie byle jaki to plac, bo ściąga do niego gawiedź mała i duża z całego osiedla. Ba! na całym blokowisku takich przybytków jest...uwaga...AŻ sześć, ale to na tym, tuż pod balkonowym oknem siedzi pół mieszkańców w wieku od 2 do X lat. I wszystko byłoby pięknie i wspaniale, gdyby dzieciarnia była słodka, milutka, rozkoszna i wymieniająca między sobą poglądy w nader uroczy, bąblowy sposób, a mamy, jak te wspaniałe opiekunki pokazywały maluchom swym świat i uczyły i edukowały. Życie jednak podłe jest i okrutne, a rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż byśmy chcieli. 
Żeby nie było, należę do przedstawicieli naszego gatunku mocno spokojnych, posiadających tak samo duży dystans do siebie jak i do tego co mnie otacza, zatem niewiele jest rzeczy, które mnie ruszają. Generalnie najbardziej cenię sobie święty spokój i możliwość cieszenia się osiągniętym właśnie zen. Nie zmienia to jednak faktu, że jestem tylko człowiekiem i jak to czasem bywa mnie również puszczają nerwy. 
Bo ileż można znosić niedzielne pobudki w towarzystwie 'budzika', który jeśli nie wstaniesz od razu przechodzi w ultradźwięki? Mało tego, jeśli nie ubierzesz się wystarczająco szybko dołączą do niego inne 'budziki' prześcigające się w tym, które pierwsze swoim piskiem zdoła rozbić czyjąś szybę. A ja stoję w oknie jak ten zwłok, jak zombie jakieś i w głowę zachodzę JAKIM cudem stojącym obok mamusiom taki trudny już do zdefiniowania dźwięk nie przeszkadza w ich wdzięcznym plotkowaniu. Wiem, dzieci się wyszumieć muszą i wykrzyczeć również, ale istnieją zdaje mi się inne zabawy, nie wymagające wydobywania z siebie tonów przyprawiających połowę osiedlowych psów o spazmy i szaleństwa.
Oprócz tego mam też sąsiadkę, której hobby jest wypuszczanie płaczącego dziecka na klatkę. Jak tak sobie piszę, to dochodzę do wniosku, że określenie 'płacz' jest nad wyraz delikatne, bo to jaki jazgot jest w stanie zrobić kilkuletnie dziecko na blokowym korytarzu o godzinie 7.30 rano (tak, ciągle jesteśmy przy niedzieli, choć to w sumie nie ma reguły. Schody karnym jeżykiem XXI wieku.) wie tylko ten, kto tego doświadczył. A ja jak Bozię kocham, następnym razem Mamusi z okołopieluchowym zapaleniem mózgu włożę laczka w miejsce gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę (choć już raz pańci uwagę zwróciłam - mało mnie wtedy wzrokiem nie zabiła. Doprawdy cud, że przed Wami jeszcze stoję).

Jak widać, taka ze mnie matka polka jak z koziej dupy trąba, a inspiracji z sąsiadek nigdy czerpać nie będę.

By być dalej w słodkim jak miód nastroju, przywdziewam tonę serc, różowy sweter oraz podwijam kiecę i lecę jak najdalej, coby zaprzestać wyrzucania z siebie coraz to bardziej rynsztokowych przekleństw a jakoś jeszcze umilić sobie ten ostatni dzień tygodnia (tak, myślę, że naleśniki z bananami w Milk Barze to będzie dobra opcja).



zdjęcia - Paweł

sukienka - Zara Kids; sweter, rajstopy - H&M; oksfordy - Primark; torebka, chustka - vintage


A na koniec jeszcze miejsce gdzie najlepiej wychodzi osiąganie stanu permanentnego dobra i miłości do świata;)