Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hm sweater. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hm sweater. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 października 2012

Enigmatic Stream, Consciousness Unleashed

Jak co sezon Szatniarki mają swojego hiciora, którego każda jedna z osobna pragnie mieć. Czy to koszula, sukienka, czy spodnie, na trzech czwartych blogów pojawia się jednej wspólny temat. Unikać tego starałam się jak ognia, bo jednak nie po to próbuję jakiś tam swój własny styl mieć i w lepszy czy gorszy sposób pokazać go Wam - Czytelnikom, niż tworzyć kolejną wariację na temat 'floral shirt made by Zara'. Tak szłam w zaparte ze swoim postanowieniem, aż los postanowił sobie ze mnie zadrwić, zrobić gest Kozakiewicza i powiedzieć 'a takiego wała!'. W sumie winę powinnam zwalić na Panią Mruk u której pierwszy raz zobaczyłam winne temu wszystkiemu pantalony. Potem poleciało. To znaczy ja poleciałam do sklepów. Wtedy również zaczął się mój (i nie tylko mój, bo wraz ze mną na placu boju walczyła Freta - Skarpeta) dramat.

Otóż.

Najmniejszy rozmiar gaci jaki udało mi się w Krakowie (z resztą w Polsce całej) znaleźć to dumne 38. Z kosmiczną szybkością wpadłam z nimi do przymierzalni i z taką samą szybkością moje marzenie o posiadaniu tych portek prysło. Generalnie mogłyby mi robić za śpiwór na wakacjach. Tyle w temacie. Była załamka na całej linii, były telefony do Towarzyszki niedoli Frety i płacze na 'ksiązkomordzie' do Kiziaka, który to bez ogródek stwierdził: 'Hej, ale u mnie są jeszcze małe rozmiary'. Gdyby nie to, że Riennahera hen, hen daleko ode mnie jest, po mocy uścisku i pierdyliardzie buziaków chodziłaby ledwo żywa. 

Teraz pewnie głowicie się dlaczego w ogóle te spodnie tak mną zawładnęły...No przecież jak w mordę strzelił wzór na nogawkach przywodzi na myśl rowerowe koła! Toż to gołym okiem widać (a jak nie widać, to widocznie moja pokrętna logika lub paranoja jakaś weszły na kolejny stopień wtajemniczenia)!



zdjęcia - Paweł

spodnie, sweter - H&M; koszula - ponoć vintage, wywalczona na Allegro; płaszcz - Asos; buty - Primark


P.S. A w tytule jedna z moich najulubieńszych nut. Klikać w linka do jutuba, a oczom Waszym ukaże się rowerowy majstersztyk klipowy:3

P.S2. Żebym nie zapomniała, post z gościnnym udziałem cudownej Ukrainy, która (!) jak tylko Paweł w przyszłym roku złoży sobie ostre koło wpadnie w moje łapska. Nioch, nioch, nioch!

P.S3. Nie martwcie się, Towarzyszka Freta, czyli Trzeci Bliźniak również dorwała te gacie.








niedziela, 14 października 2012

Bang! Bang! Bang! Give Me Heart Attack

Mam ja Ci pod blokiem plac zabaw. Nie byle jaki to plac, bo ściąga do niego gawiedź mała i duża z całego osiedla. Ba! na całym blokowisku takich przybytków jest...uwaga...AŻ sześć, ale to na tym, tuż pod balkonowym oknem siedzi pół mieszkańców w wieku od 2 do X lat. I wszystko byłoby pięknie i wspaniale, gdyby dzieciarnia była słodka, milutka, rozkoszna i wymieniająca między sobą poglądy w nader uroczy, bąblowy sposób, a mamy, jak te wspaniałe opiekunki pokazywały maluchom swym świat i uczyły i edukowały. Życie jednak podłe jest i okrutne, a rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż byśmy chcieli. 
Żeby nie było, należę do przedstawicieli naszego gatunku mocno spokojnych, posiadających tak samo duży dystans do siebie jak i do tego co mnie otacza, zatem niewiele jest rzeczy, które mnie ruszają. Generalnie najbardziej cenię sobie święty spokój i możliwość cieszenia się osiągniętym właśnie zen. Nie zmienia to jednak faktu, że jestem tylko człowiekiem i jak to czasem bywa mnie również puszczają nerwy. 
Bo ileż można znosić niedzielne pobudki w towarzystwie 'budzika', który jeśli nie wstaniesz od razu przechodzi w ultradźwięki? Mało tego, jeśli nie ubierzesz się wystarczająco szybko dołączą do niego inne 'budziki' prześcigające się w tym, które pierwsze swoim piskiem zdoła rozbić czyjąś szybę. A ja stoję w oknie jak ten zwłok, jak zombie jakieś i w głowę zachodzę JAKIM cudem stojącym obok mamusiom taki trudny już do zdefiniowania dźwięk nie przeszkadza w ich wdzięcznym plotkowaniu. Wiem, dzieci się wyszumieć muszą i wykrzyczeć również, ale istnieją zdaje mi się inne zabawy, nie wymagające wydobywania z siebie tonów przyprawiających połowę osiedlowych psów o spazmy i szaleństwa.
Oprócz tego mam też sąsiadkę, której hobby jest wypuszczanie płaczącego dziecka na klatkę. Jak tak sobie piszę, to dochodzę do wniosku, że określenie 'płacz' jest nad wyraz delikatne, bo to jaki jazgot jest w stanie zrobić kilkuletnie dziecko na blokowym korytarzu o godzinie 7.30 rano (tak, ciągle jesteśmy przy niedzieli, choć to w sumie nie ma reguły. Schody karnym jeżykiem XXI wieku.) wie tylko ten, kto tego doświadczył. A ja jak Bozię kocham, następnym razem Mamusi z okołopieluchowym zapaleniem mózgu włożę laczka w miejsce gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę (choć już raz pańci uwagę zwróciłam - mało mnie wtedy wzrokiem nie zabiła. Doprawdy cud, że przed Wami jeszcze stoję).

Jak widać, taka ze mnie matka polka jak z koziej dupy trąba, a inspiracji z sąsiadek nigdy czerpać nie będę.

By być dalej w słodkim jak miód nastroju, przywdziewam tonę serc, różowy sweter oraz podwijam kiecę i lecę jak najdalej, coby zaprzestać wyrzucania z siebie coraz to bardziej rynsztokowych przekleństw a jakoś jeszcze umilić sobie ten ostatni dzień tygodnia (tak, myślę, że naleśniki z bananami w Milk Barze to będzie dobra opcja).



zdjęcia - Paweł

sukienka - Zara Kids; sweter, rajstopy - H&M; oksfordy - Primark; torebka, chustka - vintage


A na koniec jeszcze miejsce gdzie najlepiej wychodzi osiąganie stanu permanentnego dobra i miłości do świata;)