Tak właśnie mówiła mi wczoraj kochana
Kiwaczek. A spotkałyśmy się wraz z innymi blogerkami na typowo babskim spędzaniu czasu, czyli imprezie zorganizowanej przez markę Philips. Ciuchy, malowanie, zabawianie się włosami, jedzenie, plotkowanie i prezenty. Taak, to co tygrysy lubią najbardziej. Ja przyznaję, że po raz pierwszy miałam okazję uczestniczyć w takim przedsięwzięciu co z resztą strasznie mi się spodobało i chodziłam nakręcona jak mała bateryjka. Ale dokładnie o tym co się działo i o co chodziło opowiem w następnym poście kiedy spłyną do mnie góry zdjęć które z dziewczynami napstrykałyśmy.

Dziś chciałam opowiedzieć o moim gapiostwie, typowym szczęściu i że zawsze muszę coś zepsuć, pomylić tudzież źle wsiąść. Choć nie do końca w tym wypadku miało to miejsce z mojej winy. Jako, że pierwszy raz w swym krótkim życiu byłam w Warszawie toteż niezaznajomiona jestem z tamtejszym dworcem. Więc by się nie pomylić i nie pojechać, np. do Gdańska postanowiłam zasięgnąć informacji u 'Pani z okienka' do którego pociągu ja mam iść. Pokazałam bilet, mądra Pani obejrzała i skierowała mnie na peron.
No to ja siup!
Pociąg przyjechał, ja zadowolona wsiadłam i czekam na odjazd. Zdążyłam zaplanować co jeszcze dziś zrobię skoro wracam wcześniej. Zdążyłam się już poumawiać...I tu z pięknej nieświadomości wydobył mnie po dwóch godzinach Pan Konduktor. Popatrzył na bilet i z rozbrajającą szczerością stwierdził, że: 'Przecież ja jadę zupełnie inna trasą niż tą co powinnam'. Zrobiłam oczy jak pięć złotych i zadałam jakże ważne na tę chwilę pytanie: 'Ale jak to?'. No i mi oczywiście odpowiedział, że jadę trochę naokoło i w miejscu docelowym będę 3 godziny później. Z wcześniejszego uśmiechu pozostała mina 'czy Pan raczy żartować' a ciśnienie skoczyło mi chyba dwukrotnie. Ale cóż, pomyślałam, jak przygoda to przygoda i pozwiedzałam pod osłoną nocy pół Polski. W domu zamiast przed 20 byłam o 24. Ale zdążyłam poznać przy okazji jakże miłych ludzi. Pan Konduktor tak przejął się moim losem, że co pół godziny zaglądał czy aby wszystko ze mną ok, a na koniec przemiły i rozgadany Pan taksówkarz dał dość sporą zniżkę za transport. Są dobrzy ludzie na tym świecie (nie licząc 'Pani z okienka').
A dziś po przebudzeniu się w godzinach bynajmniej porannych wybyliśmy na lekko odświeżający spacer. Przybrałam jeden z moich najlepszych, zimowych zakupów, mianowicie swetro - kożuch, który jest TAK ciepły i gruby, że naprawdę największe mrozy nie są mi straszne oraz psiakowe rękawiczki, które zakupiłam w osiedlowym sklepie monopolowym (!). W środku są wyszyte grubym polarem a na zewnątrz wełną. Łapy już minusowych temperatur nie odczuwają.
Muszę przyznać, że do tego odzienia brakuje mi jeszcze wielkiej kracistej czapy uszatki i siekiery. Wtedy w stu procentach wyglądałabym jak drwal. Ot, taka moja refleksja na sam koniec.
swetro - kożuch - allegro
sweter - H&M
koszula - allegro
dresik - H&M
szalik - H&M
rękawiczki - osiedlowy sklep monopolowy
buty - Fleq