czwartek, 23 grudnia 2010

Wesołych!

Z okazji nadchodzącego jakże miłego okresu świątecznego chciałabym Wam życzyć wszystkiego najlepszego. Ogromu ciepła i miłości i wszechobecnej radości. By tony smakowitości nie poszły w boczki tudzież w inne części ciała, by choinka uginała się od bombek a pod nią znajdowała się tona prezentów. By do każdego z Was zawitała Gwiazdka (bądź Gwiazdor) bez rózgi (albo z rózgą - co kto lubi). By sąsiedzi nie fałszowali śpiewając kolędy, a podczas Pasterki byście nie zmarzli.

A w nadchodzącym Nowym Roku samych sukcesów, przyjemności, spełnienia marzeń, miliona nowych łaszków, nowej szafy (no dobra tego życzę głównie sobie). By ten nadchodzący był jeszcze lepszy od poprzedniego i by niósł ze sobą wór przygód i niespodzianek (tych pozytywnych oczywiście). By nuda nie zawitała w Wasze progi i żeby wszystko układało się po Waszej myśli. I żeby Was spotkało dużo szczęścia po prostu i by uśmiech nie schodził z buziek!

Jeszcze Raz Wesołych Świąt i Wesołej Bombki!
życzę ja.

zdjęcie: paulapaulac


poniedziałek, 20 grudnia 2010

Grzanie(c) Z Pomarańczami

Ostatni weekend zleciał mi na podziwianiu zakopanych po sam czubek szczytów gór, polan i popijaniu gorącej herbaty z rumem po której dźwięk który z siebie wydobyłam następnego dnia przypominał głos starego pirata bez oka i nogi.

Ale do rzeczy, bowiem nie było wcale tak sielankowo, leniwie i kolorowo. Oj co to to nie. Ponieważ zostaliśmy razem z mężczyzną mym zaciągnięci do przeglądania szaf Jego rodziciela (co w skrócie oznaczało 'weźcie sobie co tam tylko chcecie, żebym nie musiał tyle tego przenosić'). Więc wzięłam. Wszystko. Począwszy od znalezionej marynarki Armaniego, przez tonę retro spódnic szytych z koła pamiętających lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, a skończywszy na jeansowych katanach, kożuchach, płaszczach i dodatkach. Możecie sobie tylko wyobrazić moją minę. Dosłownie dostałam zadyszki rzucając się w jej czeluść kwicząc z radości. Chłopak machnął ręką i zostawił mnie samą sobie, od czasu do czasu przyzwany dźwiękami w stylu 'woohoo, ach, och hesus'.

Powiem szczerze, po raz pierwszy nie wiem co mam zrobić z taka ilością ubrań. Chyba normalnie otworzę w końcu jakiś vintage sklep, bo naprawdę w mojej szafie to wszystko się nie mieści. No szczęście mam ostatnio do wnękowych szaf i to spore. I dobrze - nie narzekam (bo takie można było odnieść na początku wrażenie. W końcu robienie czegoś co się uwielbia to nie jest praca). Poza tym biadolić nie lubię.

Ponieważ jak to w górach bywa, temperatura dała popalić i żeby być w stanie gdziekolwiek wyjść musiałam się nieźle zapatulić. Wełniana, granatowa plisowanka z której zrobiłam sukienkę, gruby sweter, rajstopy podszywane polarem (no po prostu mój 'must have' tej zimy. W tyłek grzeje, a ja już za stara jestem żeby biegać w kusych kurteczkach i cienkich geterkach) oraz wielki kożuch wraz z futrzastym kominem. Powiem szczerze w pewnych momentach było mi gorąco, a zaprawdę powiadam Wam na termometrze minus piętnaście stopni jak w mordę strzelił, czyt. Syberia.









sukienka - vintage + DIY
sweter - H&M
komin - prezent
rajty - Gatta
buty - Fleq
brocha - po babci (znaleziona w pamiętającej wojnę puszce z guzikami)
kożuch - vintage
teczka - vintage
pasek - sh











piątek, 17 grudnia 2010

Do Raportu!

Czyli co i jak się działo i z jakiego powodu 11 grudnia Roku Pańskiego 2010.


 Mianowicie, kilka tygodni temu na tym blogu, jak i kilku innych, odbyło się Małe Konkursiwo. Miało ono na celu wyłonienie jednej uczestniczki, która wraz ze mną miała wybyć do Warszawy i brać udział w evencie zorganizowanym przez markę Philips. Tak też się stało.

O godzinie piątej zero zero czasu lokalnego zostałam wybudzona podle ze snu za pomocą budzika i odstawiona, a raczej wrzucona w pociąg, który miał mnie zawieźć do stolicy (taak..sama bałam się, że coś pomerdam ze nerwów). Po trzech godzinach podróży pełnej lekkiej traumy (albowiem wraz ze mną w przedziale jechała zgraja żałobników, którzy bezobcesowo podzielili się ze mną życiem denata) dotarłam na Dworzec Centralny. Tam zobaczyłam już grupę znajomych (z blogowej sfery) twarzy. Niezwykle rada rzuciłam się by wszystkie Dziewczyny poznać bo po raz pierwszy miałam zaszczyt brać udział w takim przedsięwzięciu.
Kilka minut po godzinie dziesiątej wsadzono nas do czarnych jak smoła taksówek i wywieziono w nieznane (przynjamniej mnie) miejsce. Tam od wejścia powitał nas...szampan! (cóż, że wczesna pora - zima przyszła trzeba się rozgrzać). I zaczęło się. Wszystko to co zbliża do siebie kobiety - pogaduchy, ciuchy, fryzury, itp, itd. Rozsiadłyśmy się wygodnie na przygotowanych stołkach z poduchami i patrzyłyśmy co też Fryzjer zrobi z nową - prezentowaną nam prostownicą marki Philips. I zdziałał cuda, na jakże zachwycających włosach modelki, którymi mogłaby obdarować nas wszystkie a jeszcze by jej zostało. Następnie zostałyśmy podzielone na zespoły w których to za zadaniem było nasze czytelniczki wystylizować, wyfryzurować i pozostawić na pastwę losu świetnym Paniom makijażystkom (potem były z nami biedne bo każda z nas usadzała się na krześle i kazała pięknić). Zdjęcia modelkom zrobił fotograf i zaprezentuję je w styczniu kiedy tu odbędzie się dalszy ciąg konkursu.


 












Jestem spotkaniem zachwycona! Poznałam PRZEsymaptyczne dziewczyny, a z Kiwaczkiem od momentu przekroczenia przeze mnie progu zaczęłyśmy nadawać na tych samych falach. Przyznam się, że byłam okropnie zestresowana, ponieważ wszystkie Dziewczyny wcześniej się już poznały a ja co, 'sierota co się wszędzie gubi i coś myli, pewnie będę stała jak słup soli i się słowem nie odezwę'. Nie dało się. Co chwilę któs podchodził, zagadywał, a na sam koniec (no tak zaczęło się szampanem to też musiało się jakoś wybuchowo skończyć) zostałysmy obdarowane suszarkami zacnej marki Philips.


najbardziej zorganizowane Organizatorki świata.


Po skończonym evencie spakowano nas z powrotem w czarne jak smoła taksówki i zawieziono na Dworzec. Osobiście przez jedną z organizatorek - Alę zostałam wsadzona w pociąg a o przygodzie z nim związanej możecie przeczytać w poprzednim wpisie.

 od lewej: Dorota, Lady MakeUp, Agata, Martyna, Karo, Karolina, ja
dół: Ania, Berenika, Kiwaczek

Zdjęć z Dziewczynami narobiłyśmy mnóstwo, ale by uniknąć miszmaszu zamieszczam te udostępnione nam przez wspaniałe Panie Organizatorki.














niedziela, 12 grudnia 2010

Ciastko! Karmel! Lemoniada!!

Tak właśnie mówiła mi wczoraj kochana Kiwaczek. A spotkałyśmy się wraz z innymi blogerkami na typowo babskim spędzaniu czasu, czyli imprezie zorganizowanej przez markę Philips. Ciuchy, malowanie, zabawianie się włosami, jedzenie, plotkowanie i prezenty. Taak, to co tygrysy lubią najbardziej. Ja przyznaję, że po raz pierwszy miałam okazję uczestniczyć w takim przedsięwzięciu co z resztą strasznie mi się spodobało i chodziłam nakręcona jak mała bateryjka. Ale dokładnie o tym co się działo i o co chodziło opowiem w następnym poście kiedy spłyną do mnie góry zdjęć które z dziewczynami napstrykałyśmy.

od lewej: KasiaBerenika, Ania, AgataKarolina, ja, LadyMakeUp

Dziś chciałam opowiedzieć o moim gapiostwie, typowym szczęściu i że zawsze muszę coś zepsuć, pomylić tudzież źle wsiąść. Choć nie do końca w tym wypadku miało to miejsce z mojej winy. Jako, że pierwszy raz w swym krótkim życiu byłam w Warszawie toteż niezaznajomiona jestem z tamtejszym dworcem. Więc by się nie pomylić i nie pojechać, np. do Gdańska postanowiłam zasięgnąć informacji u 'Pani z okienka' do którego pociągu ja mam iść. Pokazałam bilet, mądra Pani obejrzała i skierowała mnie na peron.
No to ja siup!
Pociąg przyjechał, ja zadowolona wsiadłam i czekam na odjazd. Zdążyłam zaplanować co jeszcze dziś zrobię skoro wracam wcześniej. Zdążyłam się już poumawiać...I tu z pięknej nieświadomości wydobył mnie po dwóch godzinach Pan Konduktor. Popatrzył na bilet i z rozbrajającą szczerością stwierdził, że: 'Przecież ja jadę zupełnie inna trasą niż tą co powinnam'. Zrobiłam oczy jak pięć złotych i zadałam jakże ważne na tę chwilę pytanie: 'Ale jak to?'. No i mi oczywiście odpowiedział, że jadę trochę naokoło i w miejscu docelowym będę 3 godziny później. Z wcześniejszego uśmiechu pozostała mina 'czy Pan raczy żartować' a ciśnienie skoczyło mi chyba dwukrotnie. Ale cóż, pomyślałam, jak przygoda to przygoda i pozwiedzałam pod osłoną nocy pół Polski. W domu zamiast przed 20 byłam o 24. Ale zdążyłam poznać przy okazji jakże miłych ludzi. Pan Konduktor tak przejął się moim losem, że co pół godziny zaglądał czy aby wszystko ze mną ok, a na koniec przemiły i rozgadany Pan taksówkarz dał dość sporą zniżkę za transport. Są dobrzy ludzie na tym świecie (nie licząc 'Pani z okienka').

A dziś po przebudzeniu się w godzinach bynajmniej porannych wybyliśmy na lekko odświeżający spacer. Przybrałam jeden z moich najlepszych, zimowych zakupów, mianowicie swetro - kożuch, który jest TAK ciepły i gruby, że naprawdę największe mrozy nie są mi straszne oraz psiakowe rękawiczki, które zakupiłam w osiedlowym sklepie monopolowym (!). W środku są wyszyte grubym polarem a na zewnątrz wełną. Łapy już minusowych temperatur nie odczuwają.








Muszę przyznać, że do tego odzienia brakuje mi jeszcze wielkiej kracistej czapy uszatki i siekiery. Wtedy w stu procentach wyglądałabym jak drwal. Ot, taka moja refleksja na sam koniec.

zdjęcia - Paweł Kolankowski

swetro - kożuch - allegro
sweter - H&M
koszula - allegro
dresik - H&M
szalik - H&M
rękawiczki - osiedlowy sklep monopolowy
buty - Fleq







niedziela, 5 grudnia 2010

Lights Are Blinding In My Eyes

Dziś będzie ciuchowo konkretnie. Bez zbędnych opowiastek. Raz dwa i po krzyku, bo już pół godziny próbuję coś tu nabazgrolić i idzie jak koń pod górę (mózg mi chyba zamarzł, no bo nie wiem skąd taki zanik weny). Czemu czasami jest tak, że człowiek siada i same słowa mu się spod paluszków układają a dziś siedzę, leżę i nic. 

Ughrr.

Ale żeby nie było zbyt frustrująco, bo to bynajmniej czas frustracji, wręcz przeciwnie! To bardzo dobry okres jest, z jednej strony okraszony mnóstwem nowych, upragnionych rzeczy a z drugiej bardzo dobrymi wieściami z frontu pracowniczego. Więc uśmiech nie schodzi mi z buzi. Byle do przodu, byle nie zapeszać, więc tfu, tfu przez lewe ramię.

Sukienkę ujrzałam kilka miesięcy temu u Agatiszki. Jak widać w komentarzach już wtedy odgrażałam się, że chcę ją mieć, że zazdroszczę i że zacnej urody ona jest. Jakież było moje szczęście gdy zobaczyłam, że Agata postanowiła ją sprzedać. Zaklepałam ją od razu rękami i nogami i teraz mogę się cieszyć z jej posiadania. 

Jest idealna bo do tylu rzeczy mi pasuje. Także naprawdę nie posiadam się z radości. Mimo to jednak chciałam mieć do niej coś innego. I wtedy do akcji wkroczył mój klawy Mamulon, mistrz w szperaniu w second - handach, który wynalazł mi to oto cudo. Przyznam się od razu, że jakoś niespecjalnie byłam fanką w ten sposób ścinanych po skosie swetrów. No nie przemawiały do mnie. A tu nagle taka niespodzianka. Przepięknie luźno się układa a do tego ma troczek do fantazyjnego związywania. Przechodziłam w nim cały weekend i wiem, że przez najbliższych kilka tygodni będzie on stałym elementem mojej garderoby. 

Do całości dorzuciłam zakolanówki. W planach miałam jeszcze obwiązanie się kominem, który właśnie kończę robić na drutach, jednak jak widać ciągle się robi i z tego względu szyja świeci nagością. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Wszak za kilka miesięcy będzie wiosna i już wiem, jak pięknie będzie mi się to wszystko komponowało z białymi oksfordkami. 









bito-śmietanowa sukienka - sh/od Agatiszka
sweter - sh
rajstopy - Gatta
zakolanówki - Gatta
buty - Fleq










czwartek, 2 grudnia 2010

Małe Konkursiwo

Uwaga, uwaga!

Oto nastała wiekopomna chwila kiedy tu, na tym blogu pojawia się konkurs. Pierwszy w jego krótkiej historii.

O co chodzi? Ano chodzi o nagrody (najważniejsze!).
Co jest do wygrania? Gift firmy, którą wszystkie chyba znamy, a mianowicie Philips oraz wyjazd do Warszawy 11 grudnia (sobota) na wielki event połączony z prezentacją ich nowego sprzętu do włosów - zacnej prostownicy Philips ProCare Keratin oraz z zabawą w modelkę nad której włosami i ubraniem zapanuję ja.
Czemu ja będę ubierać? A dlatego, że owa stylizacja stanie w szranki z innymi i będzie walczyć o kolejną nagrodę (wspomnianą już wcześniej nową prostownicę). A nie byle jaki to sprzęt, dlaczego? Otóż:

stworzony, aby dbać o ochronę włosów podczas stylizacji. Elementem, który ją wyróżnia jest formuła keratynowa. Pod wpływem temperatury formuła aktywuje  naturalną keratynę zawartą we włosach. Dzięki temu włosy są  lepiej chronione. Dodatkowo została wyposażona w technologię Soniczną. Delikatne wibracje powodują, że włosy rozkładane są równomiernie na płytkach. Ta technologia wzmacnia działanie formuły keratynowej a tym samym zwiększa ochronę struktury włosa przed zniszczeniem.

Ale oczywiście jest i haczyk.

Należy odpowiedzieć na bardzo proste pytanie, a odpowiedzieć tak, by mnie wcięło w fotel jeszcze bardziej niż wtedy kiedy je otrzymałam. Oprócz tego proszę o przesłanie dwóch zdjęć (twarzy oraz całej sylwetki) i o podanie swojego rozmiaru (coby tam hen w Warszawie wiedzieli jakie fatałaszki przygotować). I niech poleci to na adres pannalemoniada@heureka.pl Na zgłoszenia czekam do środy, tj. 08.12.2010 r. do godziny 23.59Tu Dziewczyny znajdziecie Regulamin.

Uwaga, zadaję pytanie.

"Wyobraź sobie że masz wystylizować dziewczynę. Nie widzisz jej, znasz tylko Jej imię – Keratyna. W co byś ją ubrała?"


Także Dziewczyny, wierze w Waszą inwencję twórczą, wyobraźnie i poczucie humoru. Osobiście nigdy nie byłam na takim evencie, nigdy nie byłam w Warszawie (wstyd, wstyd wiem), a sama jechać nie chcę i będzie mi przemiło jeśli któraś z Was zabierze się ze mną. W razie pytań, wątpliwości odpowiadam na wszelkie pytania (te najbardziej skomplikowane też). 


Do dzieła!


A konkurs wygrała Dorota z którą już w sobotę spotkamy się w Warszawie. Gratuluję!