czwartek, 30 czerwca 2011

Everyone Has A Summer

Tego co się dzieje za oknem od paru dni zupełnie nie ogarniam. 'Czasem słońce, czasem deszcz' nabrało dosłownego znaczenia. Ot, przykład. Budzę się rano i słyszę jak napiera z nieba żabami o parapet. Rower został w domu, bo w taką ulewę jednak nawet przeciwdeszczówka nic by nie dała i szoruję na autobus zaopatrzona w parasolkę i wielki sweter. W momencie gdy dojeżdżam do pracy - trzask! Błękitne niebo, nieśmiałe promyki przedzierające się przez jeszcze szare chmury. Się pytam: 'za jakie grzechy?!'. Toteż cały dzień z posępną miną przesiedziałam za biurkiem, a mózg mój odmówił posłuszeństwa, wypiął się na mnie i został w łóżku. Szczerze mu z resztą zazdroszę.

W tej całej nijakości dnia dzisiejszego starałam się swój nastrój poprawić nową, cukierkową narzutką (czy mi się udało? Hmm.). Ni to koszula, ni to kamizelka. Sama w sumie nie wiem co to. W każdym razie jest fikuśna, ładnie się układa i można zawiązać 'pienknom i filuterną' kokardę na szyi. Do tego ma kieszenie. Lubię kieszenie. A w takie dni jak ten jedyne co mogę zrobić to snuć się zgarbiona wąskimi, krakowskimi uliczkami z rękami właśnie w nie wsadzonymi.










P.S. By nie było niedomówień, że ja tu o wąskich uliczkach a kręcę się gdzieś na polanie. Otóż, jest to droga zaraz przy moim osiedlu. Szwędanie w końcu się znudziło.

zdjęcia - Paweł

sukienka - H&M; narzutka - Romwe; buty, sweter - sh; teczka - Parfois










niedziela, 26 czerwca 2011

Air Stands Still

Bardzo lubię te gorące, letnie dni, kiedy zaraz po pracy mogę pojechać na Błonia i wyłożyć się całą swą długością na zielonej trawie. Przyglądać się białym obłokom nieśpiesznie przemykającym po niebie i osłaniać ręką oczy gdy nagle zza nich wyłonią się jaskrawe promienie słońca. Tak...wtedy do pełni szczęścia brakuje mi tylko kosza truskawek lub czereśni, których człowiek po drodze po prostu zapomniał kupić lub też już nigdzie nie było. Chwilo trwaj - jesteś piękna!

Sukienka jest jednym z wyprzedażowych zakupów. Kosztowała 40 zł i już jestem pewna, że będzie moim letnim hiciorem, ponieważ mimo swojego ciemnego koloru jej materiał jest bardzo przewiewny i unosi się z każdym powiewem wiatru. Idealna. Z kolei zakolanówki omyłkowo wzięłam za rajstopy (tak kończy się u mnie niedokładne czytanie opisów przedmiotów, spowodowane nadmiernym podnieceniem, tuz po ich pierwszym zobaczeniu). Gdy przesyłka doszła, ja zrobiłam usta w rybkę, ocza me się zdziwiły i szybko pobiegły skonsultować to co widzą z tym co jest napisane na stronie. No cóż...sklep nie kłamał. Główną ich wadą jest ciągłe zsuwanie się - następnym razem uzbroję się w jakiś pas do pończoch. Jednakże z tęsknoty za wszelkimi nakładanymi na odnóża pończochami/zakolanówkami/podkolanówkami, których ogromną fanką jestem (a umówmy się, że w lecie w tych grubaśnych biegać nie będę) ani trochę zakupu nie żałuję. Są delikatne jak mgiełka i zupełnie nie czuć ich na nogach.









zdjęcia - Paweł

sukienka - H&M, teczka - Parfois, buty - sh, pończochy - Vintage Shop










niedziela, 19 czerwca 2011

Beautiful My Monsters

Powoli rozpoczyna się nam okres zniżek, przecen i ogólnego ubraniowego rozgardiaszu. Bójek, kolejek w przymierzalniach, syków nienawiści i zazdrości. Żądza krwi, żądza szmat.
Do biegu...gotowe...start!
Zanim w pełni ogarnie mnie zakupowa gorączka, powoli, ukradkiem odwiedzam co niektóre sklepy z których chyłkiem wymykam się, zupełnie niezauważona z całym naręczem ciuchów. Nie, nie mówię tu o 'kradziejstwie' a zakupie za kwotę na którą wcześniej wyceniona była jedna z rzeczy teraz znajdująca się w firmowej reklamówie. Nie zaprzeczam - lubię to. Moja szafa trochę mniej, bo nic się już w niej nie mieści a moje rzeczy można znaleźć wciśnięte w niemal każdy mieszkaniowy kąt.

Sukienkę, którą mam na sobie kupiłam jeszcze na zeszłorocznych wyprzedażach. Kosztowała chyba 10 czy 20 zł i między innymi dlatego nie mogłam pozwolić jej zostać samotnie na wieszaku. Przyznaję, że po tym jak schowałam ją w szafie światło dzienne zobaczyła tylko raz.
Do czasu.
Ostatnio przeglądając co to to u mnie na tych wieszakach spoczywa, wpadłam na nią. Patrzyła smętnie i pytała: 'za jaką karę kazałaś mi tyle czasu tutaj wisieć?'. Cóż, wyrok zapadł za zbytnią przeźroczystość materiału, przez co trudno mi było pod nią cokolwiek ubrać. Wymieniając dalej, dekolt jest na tyle luźny, że równie dobrze mógłby przez me wątłe ciało przelecieć w trakcie robienia zakupów. A wtedy ratuj się kto może, porno dla ubogich.
No ale w końcu, niczym Kubuś Puchatek usiadłam na ziemi, popukałam się w główkę i myślę...myślę, myślę, coby tu z nią zrobić. Żeby tak chociaż sumienie ukoić, za kolejną popełnioną zbrodnie, pt. 'bezsensowny zakup'. Wyciągnęłam ulubiony pasek, przeplotłam się nim i nagle prask! Objawienie. Reszta ułożyła się sama. Nie przeszkadza nawet fakt co chwila osuwających się ramion, jest na tyle gorąco, że trochę przewiewu nie zaszkodzi. Na rękę trafiła bransoleta z ostatniego postu, a w łapy ulubiona torebka. Et voila prawie Greczynka przemierzająca krzaczory przy zachodzie słońca.








zdjęcia: Paweł

sukienka, buty - H&M, pasek - sh, bransoleta - Bershka









poniedziałek, 13 czerwca 2011

Summertime Cowboy

Wczoraj odbyło się III Krakowskie Święto Cykliczne, czyli impreza miłośników dwóch kółek. No po prostu nie mogło mnie na niej zabraknąć. Dużo piwa, dużo truskawek i dużo rowerów od których dostawałam oczopląsu (szczególnie nie mogłam się powstrzymać od gapienia na przepiękne miętowe ostre koło, którego właścicielka musiała mnie wziąć za kogoś niespełna rozumu. Jeśli jakimś cudem tu trafi - pozdrawiam. Taka maszyna to skarb). Pokazy mody rowerowej, turniej Bikepolo czy Konkurs Cyklofotografii, w którym po raz kolejny III miejsce zajął Paweł, sprawiły, że cały czas chodziłam nakręcona niczym mała bateryjka (o ile w ogóle bateryjka może być nakręcona/zakręcona/cholera wie co). Odszukałam się również w tłumie z moją wymarzoną skórzaną sakwą, która ceną mnie powaliła, przyprawiła o zawał serca i stan depresyjny. Ale, ale....będzie moja.
Miałam również przyjemność dowiedzieć się od jednego z organizatorów, że mój blog, a dokładnie zdjęcia z niego zostały wykorzystane do prezentacji na temat propadgowania poruszania się po mieście bicyklami. Nawet nie miałam pretensji o to, że nikt mnie o te zdjęcia nie poprosił. Będąc nagle wyłapana z tłumu okrzykiem: 'Panna Lemoniada' nie mogłam się nagle zacząć gniewać. Tym bardziej, że cel był szczytny.
Ja drugi raz zaliczyłam rowerowe święto, ale wszystkich wielbiących taki sposób transportu zapraszam już za rok, kiedy to mam nadzieje będzie nas jeszcze więcej.

Dziś z kolei pragnę Wam zaprezentować jaki to ostatnio popełniłam interes życia. Otóż, pewnego pięknego dnia dostałam cynk, iż na allegro jest taki a taki kuferek, dokładnie w moim guście, który na pewno mi się spodoba i do tego kosztuje 30 zyły. Kumpela doskonale wiedząc, że wstrzeli się w moje upodobania nie tylko wyhaczyła świetny okaz, ale co więcej, od razu odnalazła go na stronie Asosa, gdzie stoi za bagatela całe 48 funtów. I jak tu takiego zakupu nie dokonać, no jak? Torba okazała się bardzo pojemna, idealnie mieści mi się w koszyku i do tego jest w moim ulubionym kolorze (która to już brązowa w mojej kolekcji? Hmm...).








zdjęcia: Paweł

spódnica - H&M, koszula - Szpiegulowy prezent, kuferek - allegro/Asos, bransoleta - Bershka







niedziela, 5 czerwca 2011

I'm Looking For The Magic

Ach lato! Upały, gorące słońce, orzeźwiający deszcz, czyli to co lubię najbardziej. Pomimo tego, że duchota czasami nie pozwala nam oddychać, a nagłe burze przyprawiają mnie o zawał serca (szczególnie w momencie gdy pedałuję do domu przez moje ulubione polany, na których nie uświadczy się większej kępy drzew, odwracających uwagę piorunów ode mnie). Ale, ale...to nie zmienia faktu, że ta pora roku jest moją ulubioną.

Szczególnie w takie temperatury jakimi jesteśmy ostatnio bombardowani staram się wynajdywać w szafie rzeczy jak najbardziej zwiewne, cienkie do granic możliwości i przystosowane do aury panującej na zewnątrz. Kiecka w którą jestem odziana z pewnością spełnia wszystkie powyższe wymagania (z takimi rymami powinnam chyba zacząć wiersze pisać). Tak bardzo, że po zjedzeniu choćby małej porcji lodów, 'bębeniasty' kształt doskonale się pod nią uwydatnia. Uf, dobrze, że w taki skwar nie chce się jeść.

Wszystkie rzeczy które mam na sobie mają już po kilka lat (no oczywiście oprócz HaeMowego koszyka). Sukienkę wygrzebałam w jednym z ulubionych lumpeksów. Wzór kojarzy mi się nieco z ceratą, ale była tak urocza, że nie mogłam się wprost oprzeć. Podobnie było z chustą i balerinami. Te drugie przyznaję, długo leżały jeszcze w domu zanim zdążyłam się do nich przekonać. W momencie gdy Mamun powiedział, że je sobie zabiera skoro ja w nich nie chodzę, obudził się we mnie mały egoista, wzięłam je pod pachę i już nie oddałam. Poza tym są PRZEwygodne.









zdjęcia: Paweł

sukienka, chusta, buty - sh; koszyk - H&M