W każdym razie, buzia mi się cieszyć nie przestaje i biegam uśmiechnięta od ucha do ucha.
Spódnicę, którą tu dziś pokazuję uszyła dla mnie niezrównana i okrutnie utalentowana Pani Justyna, która na swym blogu ubiera maleńkie modelki. Podziwiam kunszt tworzenia takich ubraniowych miniaturek, niezwykłą dokładność i wyobraźnię w tym co Dziewczyna tworzy. A i powiadam Wam poczytać warto. Z mojej strony oklaski za pasję i wielkie zdolności.
Kiecę ujrzałam w jednym z wpisów i nie mogłam się oprzeć. Od dawna marzyłam o posiadaniu 'spódnicy baletnicy', a tu proszę, takie szczęście, że Justyna zgodziła się jej większą wersję dla mnie uszyć. Z całego serca jeszcze raz za nią dziękuję. Powstała z firanki, ma piękne warstwy i jest dla mnie idealna (choć tyłek robi mi się w niej trzy razy większy, ale to nieważne, nieważne). Do niej dobrałam koszulkę z ćwiekami, ulubioną awiatorkę i sru na rower (no dobra, na całość poszła jeszcze zimowa kurtka i szalik - szału temperaturowego nie ma, ale jest słońce i to też cieszy).
A tu jeszcze i zacny dwukołowiec załapał się na 'kliszę'.
zdjęcia: Paweł Kolankowski
spódnica - złote ręce Justyny
koszulka, kurtka - H&M
rajty - Asos
buty - Fleq



























