Pokazywanie postów oznaczonych etykietą H and M turtleneck. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą H and M turtleneck. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2015

I Zip My Coat Up Tight As I Walk Into The storm


Dziś wpadam tu tylko na chwilę bo Pan Bąbel jest chory, a ja zamieniłam się w największą panikarę świata. Moja własna, prywatna Pani Matka jest przy mnie teraz fraszką igraszką wyluzowaną na maksa. Dookoła widzę śmierć, apokalipsę i smutek. Nie śpię już drugi dzień, biegam w piżamie o drugiej w nocy bo Mały musiał wyjść, a ten sztorm, który ma miejsce zaraz za naszym oknem wcale sprawy nie ułatwia. Wszystko to przez problemy gastryczne. 
Oczywiście nie działają na mnie słowa spotkanych znajomych, że przecież Mikropieseł zupełnie na chorego nie wygląda (je normalnie, szaleje normalnie, pilnuje całego osiedla jak zawsze), a głos jedynej rozsądnej osoby w pobliżu mnie, rozbija się gdzieś echem o ściany histerii. Bo ja oczywiście mam złe przeczucie, ja widzę nowe objawy (podobno tylko ja), bo może to nie przejedzenie (senkju kochanie Rodzice), może ktoś otruł, może rzucił klątwę, może to w ogóle coś innego. Najchętniej koczowałabym na wycieraczce Bąblowego weterynarza TAK NA WSZELKI WYPADEK. 

Rozumiecie więc moje rozkojarzenie i obawy. Mam nadzieję, że wszystkie przepisane tabletki i dietetyczna karma poradzą sobie naszym piesełem i za tydzień o tej porze będę się już z siebie tylko śmiała. Póki co jednak wracam do mojego siania niepokoju, a Was zostawiam ze zdjęciami z małej, wtorkowej niedzieli.

Cmok!


zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

sweter, buty - H&M; spódnica - Pull&Bear; budrysówka - House


niedziela, 7 kwietnia 2013

So If You're Lonely You Know I'm Here Waiting For You

W końcu łapię chwilę, siadam i odpoczywam po totalnie zabieganym tygodniu. Zabieganym w bardzo pozytywnym znaczeniu tego słowa. Dużo pracy, dużo postanowień i ogrom rzeczy nad którymi muszę przysiąść i tchnąć w nie życie, a co za tym idzie spełnić jedno ze swoich małych marzeń. Wszak kiedy jak nie teraz mam to zrobić? Na razie nic nie zdradzę, nic nie powiem. Ani malusieńkiego, maluczkiego rąbka tajemnicy nie uchylę, coby nie zapeszyć, nie zagadać i  nie wprawić w ruch maszyny rzucającej kłody pod nogi. Pełna mobilizacja, pełna tysięcy pomysłów głowa i pełny kubek herbaty. Zaciskajcie kciuki najmocniej jak umiecie coby słomiany zapał mnie nie dogonił, a ja bym za chwil kilka zameldowała Wam wykonanie zadania.

Poza tym, w piątek odwiedziła mnie ukochana Freta - Skarpeta, trzeci bliźniak czyli. Biedaczkę zagadałam, zamyziałam i boję się, że już nie będzie chciała do mnie przyjechać (kogo ja oszukuje, jeszcze tyle ciastek do zjedzenia przed nami), a tak trudno znaleźć osobę z poczuciem humoru w stu procentach pokrywającym się z naszym. Z resztą, Frecioch nie spróbowała jeszcze moich super kul, wypasionych w kosmos i po prostu przepysznych śniadań (zgadza się Martyś?;>), więc po prostu MUSI do nas w cieplejsze miesiące wrócić.
Do tego spotkania z ukochanymi przyjaciółmi, dużo pyszności podniebieniowych, tona śmiechu i zadowolenia. Może tym właśnie uda mi się przyciągnąć do nas wiosnę.



Jeśli chodzi o ciuszki, to jak widać, praktycznie wszystko już widzieliście. Premierę ma plecakos od Kiziakos, który przybył wraz urodzinowymi prezenciochami (TAK wspaniałymi z resztą, że nie mogę doczekać się, kiedy będę mogła przed Wami w nich hasać) i z miejsca zyskał status ulubionego nośnika niezbędnych w naszym babskim życiu rzeczy wszelakich. 


zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

sukienka [%] - Bershka; golf, kapelusz - H&M, sztyblety - prezent; plecak - Primark








niedziela, 17 marca 2013

The Beating Of A Million Drums, The Fire Of A Million Guns!

W tym tygodniu jesteśmy świadkami wielkiej i zażartej walki między sąsiadującymi ze sobą porami roku. Zima postanowiła odejść z przytupem* i chichocząc zagrała nam wszystkim na nosie. Wredna maszkara. Po ciuchu liczyłam jeszcze na to, że Kraków zostanie pominięty w tej mroźnej zemście, jednakże czwartek w pełni rozwiał me nadzieje (o piątku nie wspomnę, bo o godzinie szóstej rano, z lekka jeszcze przymkniętymi oczami doznałam niebywałego 'mindfucka' wyjrzawszy przez okno. True story.). Wraz ze śniegiem mnie spadł cukier i z tej okazji zapycham się wszelkimi słodkościami, które tylko pojawią się w zasięgu mojego wzroku (w szczególności malinowym ciastem sprzedawanym w pracowniczym bufecie. O mamo, niebo w gębie. Kruchy biszkopt, maliny, śmietanowy krem i delikatna chmurka bezowa z płatkami migdałów. Chyba więcej pisać nie muszę.). 

A dupa rośnie. 

Wraz z nią mój nerw na cały świat, zawód - bo przecież jeszcze tydzień temu hasałam na miętowej krowie po polanach, śpiewałam piosenki - czym wprawiałam w niebywałe zdumienie panów motorniczych (bo trzeba Wam wiedzieć, że by dostać się do domu, muszę przejechać ogromną zajezdnię kolejową. Czasami, wspomniani Panowie motorniczy którzy akurat odpalają lokomotywę, ku swej nieskończonej radości, postanawiają się na owej lokomotywie ze mną ścigać. Wynik, jak wiecie, jest przesądzony, ale ziarenko rywalizacji zasiane:>) oraz smut nad smutami. I wcale mojego ponuractwa nie zmienia niezwykle malowniczy zachód słońca na który właśnie sobie spoglądam. Wcale, a wcale. Wolę już poniedziałkową ponurość okraszoną dziesięciostopniowymi upałami, przy których mogłam biegać w lekkich ciżemkach** i bez tony opatulaczy na twarzy, a najbardziej pragnę zeszłotygodniowej wiosno - błogości. O!



zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

spódnica; teczka - Not A Virgin Shop; sweter, rajstopy - H&M; płaszcz - Asos; buty [%] - Parfois; wianek - New Look


A na sam koniec przedstawiam Wam niezwykle gadatliwego ciapka o imieniu Sonia. Szanowna Pani Właścicielka psiaka, zainteresowana ogromnie naszym zdjęciowym zajęciem, poprosiła o uwiecznienie Jej kochanej pociechy i umieszczenie wraz ze mną na tej stronie. Mówisz - masz, czego się nie robi dla turbo sympatycznych, starszych Pań;)





*chciałam napisać 'z pierdolnięciem', ale jednak moja niezwykle 'wysoka kultura osobista' wygrała;)

**w sobotę było jeszcze na tyle fajnie, że mogłam wyciągnąć fajniej wyglądające cichobiegi. W poniedziałek już się niestety nie dało. Smutek nie do opisania.