Z rzadka tutaj ostatnio wpadam, ale mam na to bardzo dobre usprawiedliwienie. Większą część czasu zabiera mi ostatnio przeglądanie ofert marketów budowlanych, Ikei i sklepów oferujących niestandardowe włączniki światła. Wybieram płytki, projektuję meble do kuchni i wyliczam ile będzie kosztować mnie cyklinowanie parkietów. Do tego co rusz moja ręka sięga do internetowych sklepów ze starociami w poszukiwaniu idealnego retro fotela nie kosztującego majątek.
Sami zatem widzicie, że te czynności niekoniecznie wymagają wyglądania jak milion dolców i pozowania przy okazji do foteczek. Dres stał się moim ulubionym przyjacielem, a dokładniej mówiąc wielki kombinezon w jelonki. W takim odzieniu czuję się jak Pan Mietek Malarz i dodaję sobie plus dziesięć do wiedzy na temat równania ścian. W międzyczasie jeszcze umieram ze stresu, bo sami wiecie, pieprznąć coś musi, a ja jeszcze nie wiem co. Czekam zatem czy ze wszystkim się wyrobimy, czy faktycznie będzie to tak straszne jak mi przyjaciele mówią i czy może jednak dalej będę miała szczęście do ludzi i cały remont pójdzie jak po maśle.
W każdym razie, wkrótce (o ile wcześniej nie wyzionę duch z nadmiaru obowiązków i energii) będziemy celebrowali soboty z widokiem na Wawel i Kościół Mariacki. Już samo to sprawia, że mam ochotę z radości skakać aż pod sam sufit i turlać się jak przerośnięta foka po łóżku. Nim to jednak nastąpi dajcie mi jeszcze chwilę na nauczenie się całego asortymentu Leroy Merlin i spokojny powrót do coniedzielnego blogowania
zdjęcia - Paweł
kurtka - Pull&Bear; sweter i spodnie - H&M; torebka - Zara



















