Do czasu...
Kilka tygodni temu okrutnie się nudząc postanowiłam powędrować trochę po internetowych sklepach. Wpadłam również na Allegro, gdzie w wyszukiwane frazy wpisałam 'jaskółki' (tak, ten motyw na ubraniach jeszcze długo mi nie przejdzie). Szczęka zaryła o klawiaturę, gdy moim oczom ukazała się Ona, mrucząca z monitora 'zaopiekuj się mną'. A ponieważ nie jest mi obojętny los zwierząt, od razu ją przygarnęłam. Do niej leci jeszcze kołnierzyk w którego towarzystwie na pewno Wam ją jeszcze pokażę, ale póki co cieszę i ubieram do pomarańczowego swetra. Jest odrobinę za duża - wzięłam rozmiar 38, który koło M - ki chyba nawet nie leżał, ale cóż zrobić, ściskam ją paskiem i śpiewam pod nosem: 'Soft kitty, warm kitty, little ball of fur...'.
Zdjęcia zrobiliśmy tuż obok szkoły muzycznej, mieszczącej się w starym, przedwojennym (chyba) budynku, z którego cudownie wydobywał się dźwięk stukania w klawisze fortepianu. Przez pół godziny stałam oparta o rower pod jej oknami i wsłuchiwałam się w płynące zza ścian nuty. Co przyjemniejsze, położona jest ona na dość stromym wzniesieniu, w maleńkiej uliczce do której nie dochodzą odgłosy miasta. Czasem tylko słychać przejeżdżający tramwaj, który w połączeniu z dźwiękiem instrumentu naprawdę przenosi nas w inną epokę.
zdjęcia - Paweł
sukienka - Zara (oczywiście szukałam jej wszędzie, tylko nie tam gdzie trzeba); sweter, pasek - sh; teczka - Parfois







































