wtorek, 5 listopada 2013

Still There's No View...No Green, No Blue


Wczoraj miała miejsce wiekopomna chwila.
Wczoraj po raz pierwszy w moim krótkim życiu zdecydowałam się na zakup biletu miesięcznego (zimno jest i pada, roweros powoli zapada w zimowy sen, a moje serce już za wrażliwe na emocje związane z jazdą na gapę). Tak, dobrze przeczytaliście, to moja pierwsza taka fanaberia. Przez cały okres studiów nie był mi potrzebny wcale (chwała Bogu, za mieszkanie w miejscowości położonej całkiem niedaleko Krakowa), więc wszelakie przygody związane z jego kupowaniem mnie ominęły. A trzeba wiedzieć, że w mieście Królów Polskich o zaopatrywaniu się w bilety krążą wręcz legendy. Sama byłam naocznym świadkiem gigantycznych kolejek, swą wielkością dorównującym tym za komuny (tych z kolei świadkiem nie byłam, a dokładniej rzecz mówiąc - moja pamięć nie sięga aż tak daleko), które zakręcały nieraz kilka uliczek dalej. Wiadomo wtedy było, że wakacje się skończyły, a studenty przyjechały. 

Cóż w tych kolejkach się działo, do jakich historii dochodziło...

Jestem pewna, że nawiązały się w nich niejedne przyjaźnie, niejedna dziewczyna spotkała swą miłość, a niejedna ją w tych 'ogonkach' straciła. Niejedna została stoczona walka i niejedno przekleństwo w nich padło. Zdrada, pot i łzy (jak to powiedziała Freta: 'Prawie jak przed drzwiami do Dziekanatu') i nagle, po tylu latach, ta legenda miała dotknąć mnie. Może już nie tak spektakularnie, właściwie to tylko liznąć miała, ale nagle poczułam się osiem lat młodsza (na co komu kremy na zmarszczki, środki odmładzające? Wystarczy iść po Krakowską Kartę Miejską).

Doczłapałam się więc do punktu na Mogilskiej, który powitał mnie już stojącymi za sobą gęsiego ludźmi. 'Yay!' - krzyknęłam w myślach i truchtem, podniecona, pobiegłam na koniec tasiemca. Paweł w tym czasie z rozrzewnieniem postanowił powspominać swoje kilkugodzinne wyczekiwanie na otrzymanie upragnionego, zalaminowanego prostokącika, a ja czułam się jak na początku studenckiej kariery. Odczekałam swoje, by po kilku dłuższych chwilach stanąć oko w oko z Panią z okienka żywcem wyjętą z filmu Barei. Na nic się zdał mój uśmiech numer pięć, dzień dobry, dziękuję i do widzenia. Za szybą spoczywała skała. Nie do tknięcia, nie do skruszenia. Twarda i zimna niczym głaz. Całość mojej podróży w czasie dopełniły stojące w kącie fotele pamiętające chyba jeszcze początki lat siedemdziesiątych. Mówię Wam, retro pełną gębą! 

W każdym razie jakoś mojego życia ponownie poszła o dziesięć stopni w górę (zaraz po zaopatrzeniu się w okulary na początku roku) i już ze spokojem w sercu mogę się bujać gdzie tylko mnie oczy poniosą. Lemon odkrywa świat. Taki ze mnie cwaniak.



zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

sukienka, sweter - second - hand; szalik - H&M; oksfordy - Pull&Bear; teczka - Not a Virgin Shop









25 komentarzy:

  1. oj tak kolejki po ten cud są niezmierzone :) jak ja się cieszę, że ostatnio jakoś nie mam musu.

    OdpowiedzUsuń
  2. haha pamiętam te kolejki, gdy wyrabiałam sobie bilet :3

    OdpowiedzUsuń
  3. w łodzi można sobie przez internety kupić. ha!

    OdpowiedzUsuń
  4. Sukienkę i sweterek już uwielbiam :) A co do zakupu biletu miesięcznego cóż kiedyś w końcu mnie to czeka.. Pani w kasie żywcem wzięta z filmu Barei- to wręcz bezcenne! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Do twarzy Ci z jesienią.

    OdpowiedzUsuń
  6. a mnie 31 października skończył się bilet na karcie miejskiej...legitki na czas nie udało mi się podbić i wczoraj musiałam jeździć na normalnych biletach....a w niedzielę pierwszy raz jechałam na normalnym bilecie pociągiem (40zł !!!) na stancję co też jest historycznym wydarzeniem...a już za rok bye bye ulgi ;/// ;((( pozdrowienia z deszczowego Lbn City ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIC tak nie boli jak brak ulgi na bilety. NIC.

      Usuń
  7. Toż to dlatego dzisiaj w każdym tramwaju były kanary! Bo ludziom się miesięczne pokończyły :P
    Też poluję na jakiś mięciutki sweter w kolorze butelkowej zieleni.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajnie wyglądasz :)
    tak jesiennie :)

    http://www.daariaaa.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz cudowny styl, uwielbiam Cię w wydaniu jesiennym!

    OdpowiedzUsuń
  10. Piekna historia… I Ty tez piekna. Moje emocje wzbudzaja buciki, torebka oraz kwiatki na kiecce;)
    Pozdrawiam. Anka

    OdpowiedzUsuń
  11. Och nie, jak tylko zobaczyłam pierwszych kilka zdjęć to już w myślach miałam tę sukienkę niezależnie od ceny i miejsca, w którym można ją kupić. A tu sh, więc szans odnalezienia nie mam. Buuu:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci Słońce, że jak ją dorwałam jeszcze w wakacje na wieszaku to ze slinotokiem do kasy biegłam:D Ona w ogóle aksamitna jest i taka gruba i mięciutka:D Za bodaj dyszkę!

      Usuń
  12. Całe 5 lat dojeżdżałam na studia do ościennego miasta- jestem bohaterem! :)
    a sukienka i wszystko świetnie skomponowane:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj znowu taka śliczna sukienka! Cudna♥

    OdpowiedzUsuń
  14. piękna stylizacja! mam ochotę się do Ciebie przytulić! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja zawsze podziwiałam ludzi, którzy mają na tyle odwagi by jeździć na gapę (w sumie od najmłodszych lat miałam miesięczy, więc pewnie z tego to wynikało ;d). Pod koniec wakacji chciałam się dostać do domu bardzo późno, zaczęło padać, było ciemno, a ja wykończona po pracy, więc postanowiłam podjechać autobusem te 2 przystanki. Niestety kioski już pozamykane, więc byłam skazana na gapę.. myślałam, że zawału dostanę przez te 6 minut.. a co gorsze, na koniec jazdy okazało się, że panikowałam, a jechałam autobusem całkiem sama..
    Pięknie wyglądasz! Sukienki i butów zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna historia:D Ja w pewnym momencie znałam 'z widzenia' połowę kanarów krakowskich:D To może być nawet materiał na kolejnego posta:D

      Usuń
  16. Sweter bardzo mi się spodobał, mogłabym mieć taki w swojej szafie, torebka jest równie cudna, pozdrawiam izkastyle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń