Kilka dni temu miała miejsce wiekopomna chwila tej zimy, czyli w Krakowie sypnął pierwszy śnieg. I to dosłownie sypnął nim po oczach wiatr sprawiając, że nagle wskaźnik mojego nerwa (żeby nie powiedzieć wulgarnie i dosadnie, czyli dokładnie tak jak w tamtej chwili było) związanego z tą sytuacją zrobił sobie plus milion na skali. Tak też idąc, a raczej próbując przebić się przez wiatr i kawałki lodu uderzające mi o okulary na autobusowy przystanek, rzucałam sobie pod nosem najgorsze znane mi przekleństwa, a ten kto podszedł mi nie z tej strony co trzeba zostawał obdarowywany spojrzeniem godnym Bazyliszka i z miejsca (jeśli nie zdążył uciec) zmieniał się w kamień.
Na szczęście moje i całego świata wyszło słońce, smog wraz z wiatrem wyemigrował w inne części Polski, mnie na twarzy znowu zagościł uśmiech i spacerowym krokiem wspięłam się na Kopiec Kraka by podziwiać kolejny malowniczy zachód słońca nad miastem.
Oprócz tego powróciło coroczne, styczniowe pragnienie truskawek, którymi to sobie dogadzam jak tylko mogę, czyli czekolada już odłożyła mi się na tyłku, a dzisiejszy makaron z upragnionymi przeze mnie owocami pójdzie w uda.
W każdym razie, zaplątując się teraz w szlafroka, wdychając zapach świeżych róż w wazonie i skupiając się nad kolejną partią 'Ticket to Ride', zostawiam Was ze zdjęciami niezbyt zadowolonej z pogody mnie (to naprawdę bardzo dyplomatyczne określenie) i moim nowym, ulubionym swetrem sprezentowanym mi całkiem niedawno przez Pawła. Miłego wieczoru!
zdjęcia - Paweł
________________________♥_________________________
parka, koszula - House; spodnie, szal - H&M; sweter - prezent, ale na metce jest napisane Medicine; buty - prezent; teczka - vintage


