Dotarło do mnie ostatnio, że wszystkie sobotnie wpisy jakie Wam tu do tej pory pokazywałam, swoje miejsce akcji miały albo w Szczawnicy, albo w moim rodzinnym Olkuszu. Jakoś mnie to tak uwierać zaczęło, no bo przecież jednak większość weekendów spędzam w Krakowie i również tu mam ochotę wyciągać z tych wolnych dni jak najwięcej. Dlatego nie mogłam dopuścić do tego, by moje obecne miejsce zamieszkania zostało w tyle i serwuję dosłownie kilka pomysłów jak miło, sympatycznie i smacznie spędzić najfajniejszy dzień tygodnia;)
1. Wsiadamy na rower i, jak wspominałam ostatnio, jedziemy na pyszne śniadanie (bo kto nam zabroni?)...
2. ...które jest tak idealne, że ledwie kawałek zdążył 'zapozować' do fotografii. Z resztą, to było ostatnie co zrobił - Tort Truflowy zawsze kończy marnie.
3. Szukamy nowych miejsc do podjadania i spotykamy ludzi, którzy dzielą z nami pasję do słodkich śniadań.
4. Po tak cudnie rozpoczętym poranku dobrze jest poleżakować chwil kilka na ławce usłanej liśćmi.
5. I zagłębić się w książce...od czas do czasu podsłuchać rozmowy przechodniów i pogłaskać hasającego akurat obok, merdającego ogonem, jesiennego psa.
Przemiłej soboty!
________________________♥_________________________