Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pull and Bear coat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pull and Bear coat. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 stycznia 2014

Just Like A Whiskey Bottle Drained On The Floor, She Got No Future, Just A Love To Endure


Nikt tak dobrze nie potrafi rozpocząć weekendu jak ja - zapominając portfela ze wszystkimi pieniędzmi, kartami, dokumentami i, co w tym momencie najważniejsze, biletem miesięcznym (którego doładowywanie jest dla mnie ciągle jedną, wielką, czarną magią i od dwóch miesięcy fuksem chyba mi się udaje to zrobić), a potem zostać złapaną przez Panów Kontrolerów (przemiłych z resztą) wlepiających mi piękny, błękitny mandat (tak wiem, zostanie mi on anulowany jak się zgłoszę ze swoją kartą miejską - w przerwie urządzania sobie ze mnie podśmiechujek zdołali mi to powiedzieć).

Godzina siódma dwadzieścia rano, a ja już dzień miałam zrobiony. 

I co w tym wszystkim najlepsze, ani trochę nie byłam z tego powodu zła! Wręcz przeciwnie! Z panami ucięłam sobie jeszcze pogawędkę, poubolewałam nad swoim nierozgarnięciem i poszłam do pracy z uśmiechem po samo ósemki oraz perspektywą braku śniadania. Grunt to dobre nastawienie do świata.
Za to w domu, wieczorem, przepoczwarzyłam się w miękką przytulankę i w miękkim swetrze postanowiłam spędzić resztę dnia. Z resztą w tym samym który to prezentuje się Wam na zdjęciach, o.



zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

kurtka, sweter, torebka - Pull&Bear; spódnica - H&M; buty - Stradivarius



niedziela, 12 stycznia 2014

Girl Take A Seat, Rest Your Weary Bones, Your Secrets Safe In My Hands



Zabiegany tydzień, zabiegana ja.

Kolejny tydzień Nowego Roku wykorzystuje mnie skrajnie fizycznie i emocjonalnie i to w bardzo pozytywnym znaczeniu tego słowa. Godziny w pracy mijają w sekund pięć, a weekendy ilością wydarzeń i spotkań co siedem dni biją swoje poprzedniczki na głowę. Już jesteśmy umówieni na następne trzy wolne końcówki tygodnia i już nowych przygód i wojaży nie mogę się doczekać.
Do tego tyle co właśnie wróciliśmy z popołudnia z planszówkami (w ogóle lowe planszówki soł macz. Jeśli chcecie mi zrobić dobrze nie kupujcie ciucha - kupcie planszówkę), w które z resztą z kretesem i przez własne gapiostwo przegrałam, ale w tak cudownym towarzystwie nawet porażka smakuje jak truskawkowa Milka. 

Mało tego, w nadmiarze energii rozpierającej moją głowę postanowiłam po raz kolejny pozbyć się kilku zbędnych fatałaszków. Jeśli więc chodzi Wam coś po głowie, coś Wam wpadło w oko i nie chce wypaść i któryś mój ciuch podoba się bardzo, to dajcie znać! Być może, w przypływie mego szaleństwa, trafi do rąk Waszych.

Co jeszcze, hm...

O! Dalej cieszę się jak głupi do sera bo nie ma zimy (podobno ma przyjść w środę, ale jeśli tylko będzie słoneczna to nawet mrozy przyjmę z otwartymi ramionami) i biegam sobie w cienkim płaszczu wyrwanym tłumowi podczas wyprzedaży. Fajny jest bo duży i bordowy, a jak wiadomo nie od dziś 'burbundowa miłość'. 
To łapcie jeszcze ładną piosenkę, co to nieprzerwanie w moich uszach od wielu dni gra i zapraszam na garść pogodnych zdjęć.




zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

płaszcz, oksfordy - Pull&Bear; sweter - H&M; spódnica - Bershka; koszula - Sinsay; teczka - prezent








wtorek, 7 stycznia 2014

And It Goes Dancing By In The Morning And In The Night Time


Nowy Rok, nowe włosy, nowy szablon.

Jak widać trochę mnie poniosło (choć to wszystko wina przypadku - po raz kolejny wycofano z produkcji jedną z farb którą do mej magicznej mikstury dodawałam, by czerep mój zapłonął iście ognistym płomieniem) i troszkę jakby ściemniałam. Nie jest to żadna pomroczność, a już na pewno nie jasna, za to kasztanowa bardzo i wprawiająca mnie za pierwszym spojrzeniem w lustro w zdumienie godne nagłego zrozumienia działania matematycznego.

Czyli generalnie szok.

By Wam to lepiej nakreślić, moment w którym ściągnęłam reklamówkę Biedronki ze łba (don't ask, tak mnie moja Matula kochana robi żeby farba lepiej trzymała - fryzjerstwa domowego miszcz) (i nie, nie wiem czy reklamówka z Biedry jest lepsza od reklamówki z Carefoura czy innej jednorazówki)(nie, zdjęć mnie w reklamówce nie będzie) moja mina była wielką mieszanką rozpaczy, zdziwienia, niedowierzania i po prostu mindfucka.
I tak pacze na siebie...
I krzyczę: 'Matko! Cóż żeś Ty mnie uczyniła na makówce mej?!'
Na co Ona, ze stoickim spokojem: 'Ale o co Ci chodzi, dobrze jest, nie przeżywaj'.
Ja jednak postanowiłam być człowiekiem małej wiary i Jej nie wierzyć, tak jak i umiłowanemu Panu Ojcu i mojej ferajnie, która w Boże Narodzenie wpadła na świąteczną mandarynkę.
Co jakiś czas jednak podchodziłam do lustra i zza winkla wychylałam się by swoją facjatę obejrzeć. Czaiłam się, skradałam, przyzwyczajałam i dzień później doszłam do wniosku, że jednak nie jest aż tak bardzo źle.
Ba! Całkiem zaczęło mi się podobać!

Miła odmiana po tylu latach rudości (choć wszak ich nie zdradziłam, poczyniłam tylko mały skok w bok z innym odcieniem) i na tę chwilę planuję zostać z moim 'kasztaniakiem' na dłużej. Polubiliśmy się, a co! Przecież ja jestem w stanie z każdym się zakolegować;)



zdjęcia - Paweł

________________________♥_________________________

płaszcz, oksfordy - Pull&Bear; szal - Zara; sukienka - Zara Kids; koszulka - Bershka